piątek, 4 maja 2018

pojemność cieplna

To jest oczywiste, ponieważ opór tynku jest mniejszy, gdyż jest on cieńszy oraz nie ma na nim żadnej okładziny zewnętrznej.
Tyle że ciepło rozchodzi się w obu kierunkach zarówno do wewnątrz jak i na zewnątrz przegrody i trzeba go dostarczyć więcej w jednostce czasu niż w przypadku podłogówki.To jest takie samo pytanie jak to co jest cięższe 1kg pierza czy 1kg ołowiu.
Pojemność cieplna porothermu i betonu jest taka sama, tyle że jastrychu jest ok. 6cm, a porothermu 25cm + 3cm tynku. Co zakumuluje więcej ciepła i będzie miało większą bezwładność cieplną odpowiedz sobie sam.Mam zbyt małą powierzchnię grzewczą na podłodze w łazienkach i chciałbym część pętli z podłogi położyć na ścianie.Nie jest to czasem tak, że podłogówka, dzięki swojemu uprzywilejowanemuPodobnie jak podłogówka również ogrzewanie sufitowe może działać na dowolnych temperaturach.
Powietrze w obu przypadkach ogrzewa się tylko od powierzchni stałych, z których emitowane jest promieniowanie podczerwone oraz od tych na które pada promieniowanie podczerwone.
Te rysunki są trochę przejaskrawione, ponieważ trzeba pamiętać, że charakterystyki w obu przypadkach zawierają się w przedziale +-2*C wzdłuż wysokości pomieszczenia. Decydujące znaczenie ma jak zwykle gęstość mocy emitowanej z płaszczyzny grzewczej, które rzecz jasna zależy od temperatury wody w wężownicy, ale również od oporu przewodzenia ciepła warstw nad wężownicą w kierunku przepływu strumienia ciepła. Z natury rzeczy ogrzewanie sufitowe ma znacznie mniejsze opory na drodze przepływu ciepła niż podłogówka, za to ma większą akumulacyjność ciepła, która wpływa na jego większą bezwładność w stosunku do podłogówki, częściowo niwelowaną poprzez naturalną lub wymuszoną wymianę powietrza w pomieszczeniu.

usytuowaniu, może działać na najniższych parametrach temperatury?
Ogrzewanie ścienne powinno mieć temperaturę wyższą, tak by skutecznie
zadziałało promieniowanie podczerwone? Oczywiście sufit, w tych moich
gdybaniach, powinien mieć temperaturę najwyższą ? Zaznaczam, że sobie
gdybam, widząc,że mam do czynienia z osobami dość w temacie zaawansowanymi...
Czy są jakieś przeciwskazania?Od kiedy cięższe idzie do góry. Raczej odwrotnie ,chłodne powietrze opadnie na dół obniży jeszcze temperaturę w dolnej strefie a te zużyte cieplejsze nadal będzie kłębić się pod sufitem.A co to za wentylacja co ma tylko nawiewy. W czasie wędrówki przez pomieszczenia i tak powietrze ogrzeje się i pod sufitem w innym pomieszczeniu będzie tak samo ciepłe ,wszystkie pomieszczenia będą miały ścienne ogrzewanie więc rozkład temperatur będzie identyczny .
Pętla około 70 m i 10-15 m z tego na ścianę. Średnica rurki 16mm, na ścianie w najwyższym punkcie byłby odpowietrznik.

ciepło

gdzie będzie migrować ciepło w takiej typowej przegrodzie jakie się teraz robi,
góra 3 cm tynku, ogrzewanie ścienne o temperaturach pracy z reguły około trzydziestu paru stopni, poroterm 25 cm i 15 cm styropianu,
tak na zdrowy chłopski rozum,
i jakie ewentualnie straty mogą być w tego rodzaju ścianie,
Ogrzewanie ścienne jest najbardziej energochłonną odmianą ogrzewania płaszczyznowego. Normalna temperatura na powierzchni wewnętrznej ściany oscyluje wokół 1-2*C poniżej temperatury pomieszczenia w przypadku ogrzewania konwencjonalnego i około 1-2*C powyżej, w przypadku ogrzewania podłogowego lub sufitowego. Ponieważ w przypadku ogrzewania płaszczyznowego temperatura wewnętrzna jest o 1-2*C niższa od temperatury wewnętrznej dla przypadku ogrzewania konwencjonalnego, to jak widać w obu sytuacjach straty poprzez przegrody zewnętrzne, które są zależne wprost proporcjonalnie od różnicy pomiędzy temperaturą     wewnętrzną i zewnętrzną, będą takie same. Odmiennie przedstawia się sytuacja w przypadku ogrzewania ściennego. Nawet przy temperaturze zasilania na poziomie 35*C wspomniana różnica będzie o 15*C wyższa, co oczywiście przełoży się na większą emisję energii do otoczenia poprzez przegrody zewnętrzne. W rzeczywistości zalecane temperatury zasilania takich ogrzewań, ze względu na pokrycie bilansowego zapotrzebowania energii oraz ograniczoną powierzchnię montażową poprzez przeszklenia, są znacznie wyższe tj. 45-55*C, zatem i straty poprzez przegrody zewnętrzne są wyższe. Faktem natomiast jest, że ogrzewanie ścienne zmniejsza straty bilansowe poprzez przegrody zewnętrzne, czym w pewnym stopniu rekompensuje swoje większe zapotrzebowanie na energię.jak zwykle naginasz fakty nie licząc się z rzeczywistością, 
ale co tam fakty, jak są niewygodne tym gorzej dla faktów,
bo rozumiem, że rozmawiamy cały czas o ogrzewaniu ściennym, robionym zgodnie ze sztuką?

po pierwsze, dlaczego dzielisz ogrzewanie płaszczyznowe na ogrzewanie sufitowe i podłogówkę?

ścienne jest także ogrzewaniem płaszczyznowym i obowiązują je takie same prawa jak pozostałe rodzaje tego ogrzewania,

ot taka niekonsekwencja,

dlatego przyjmij, że temperatura zasilania jest taka sama jak przy podłogówce i sufitowym, jeżeli jest wyższa to chyba w przypadku, gdy ktoś na siłę chciał mieć ogrzewanie płaszczyznowe a nie pomyślał o tym wcześniej i musiał starać się uzyskać potrzebną ilość ciepła ze zbyt małej powierzchni, 

tego typu sytuacje zdarzają się także przy podłogówce, gdy instalator, czy to z braku wiedzy, czy też głupoty, nie patrząc na temperaturę podłogi, bo kto by się tym przejmował, chce uzyskać potrzebną mu moc, zagęszczając rozstaw rur, czy też przy zbyt dużym rozstawie żeby zrekompensować brak tej mocy, powoduje zasilanie wyższymi temperaturami,

o sufitowym nie będę się wypowiadał bo uważam, że to najgorszy sposób ogrzewania płaszczyznowego,

jak sam napisałeś bolą cię wysokie temperatury zasilania rzędu 45-55C, powyżej napisałem ci jak tego typy sytuacje powstają, >

po drugie powracając do tych wysokich temperatur zasilania, 
to przyjmij do wiadomości, że temperatury zasilania nie powinny być większe niż 45C przy tynkach gipsowych i 50C przy tynkach cementowo wapiennych, 
wyższe temperatury zasilania powodują zniszczenie struktur tynku,

po trzecie, gdybyś przemyślał to co napisałem w poprzednim poście, to byś zauważył, że przenikanie ciepła przez maksymalnie 3 cm tynku jest nie współmiernie szybsze niż przez pozostałą część przegrody, dlatego też pisanie o potężnej akumulacji ciepła w przegrodzie jest nadużyciem,

poza tym w innym wątku piszesz o zawilgoceniu ścian pod styropianem ze względu na umiejscowienie punktu rosy w ociepleniu i o grzybach pod styropianem i jakie to jest wszystko be, 
to wyobraź sobie jak w błogosławiony sposób ogrzewanie ścienne wpływa na położenie tego punktu rosy a ty mówisz, że to najgorszy sposób ogrzewania płaszczyznowego?

nie przesadzaj,

jest na forum, co najmniej kilka osób które mają u siebie ogrzewanie ścienne, popytaj się użytkowników, czy się sprawdza i jakie mają odczucia w przypadku włączenia i wyłączenia grzejnika ściennego, 
bo z tego co mówią mi moi klienci, to w przypadku wyłączenia grzejnika, spadek temperatury w pomieszczeniu jest o wiele szybszy niż przy podłogówce, to samo jest przy włączeniu ogrzewania, pomieszczenie jest o wiele szybciej nagrzane niż przy podłogowce,

w związku z tym mam pytanie, jak to się ma do twojego stwierdzenia o tej wielokrotnie większej bezwładności cieplnej?
i od razu nasuwa mi się drugie pytanie, co będzie miało większą bezwładność cieplną, 10 m3 betonu czy 10 m3 porotermu?

jak to się ma do twoich twierdzeń?

Kolejnym negatywnym efektem ogrzewań ściennych jest potężna pojemność cieplna konstrukcji ścian zewnętrznych w stosunku do jastrychu i związana z tym wielokrotnie większa bezwładność cieplna. Poza tym jest to jedyne z ogrzewań płaszczyznowych, które wywołuje konwekcję naturalną powietrza tak często traktowaną jako wadę w ogrzewaniu grzejnikowym. Reasumując z powyższych względów daleki jestem od propagowania takich rozwiązań w budownictwie jednorodzinnych jako podstawowego źródła ogrzewania pomieszczeń.
wszyscy producenci systemów ogrzewania ściennego, zalecają montaż na ścianach zewnętrznych i nie zalecają montażu na ścianach wewnętrznych naprzeciw okien,

współczynniki

Wodne ogrzewanie ścienne wykonuje się bardzo podobnie do ogrzewania podłogowego (wodnego). Ogrzewana jest przeważnie zimna ściana zewnętrzna, której współczynnik przenikania ciepła "k" powinien odpowiadać obowiązującym normom (k=0,3 W/m2K). Jeżeli tak nie jest konieczna jest dodatkowa izolacja termiczna. Rury mocuje się na ścianie za pomocą odpowiednich elementów mocujących - listwy, haki dyblowe. W tego typu instalacjach, ze względu na łatwość układania, najlepiej sprawdzają się rury z tworzywa sztucznego - muszą o*ne być szczelne, wyposażone np. w antydyfuzyjną wkładkę aluminiową, w przeciwnym wypadku tlen, który dostanie się do ich wnętrza spowoduje korozję metalowych elementów instalacji.  Instalacje wodnego ogrzewania ściennego układa się w odstępach 10-20 cm. Rurę zasilającą prowadzi się od dołu ku górze ściany w formie wężownicy. Po ułożeniu przewodów w ścianie pokrywa się je tynkiem o grubości ok. 2 cm, minimum 1 cm od górnej powierzchni rur. Chodzi o komfort cieplny ucieczka ciepła jest przez ściany zewnętrzne ,dlatego otacza się użytkownika płytami grzejnymi od tej strony to tak jak przy ognisku od strony ognia (grzejnika ) jest uczucie ciepła a od tyłu czujesz chłód ."Ogrzewanie ścienne jest cieplejsze od pozostałych " to określenie jest chytrze sformułowane i nie ma nic wspólnego z oszczędnością kasy w sezonie grzewczym .Jest tez napisane że to ogrzewanie jest dla domów o małym zapotrzebowaniu na ciepło czyli dobrze ocieplonych, więc znowu tak dużo przez te zewnętrzne nie ucieka.Sądzę że kosztowo podłogowe i ścienne wyjdzie tak samo, różnica jest w możliwości wykończenia wnętrz.Samo użyte sformułowanie "więc znowu tak dużo przez te zewnętrzne nie ucieka" sugeruje że masz świadomość większych strat przy ogrzewaniu ściennym,tylko pocieszasz się że wyjdzie tak samo ale to nie jest prawda .A to że jest "dla domów o małym zapotrzebowaniu na ciepło" ponieważ jest mało wydajne (mniej sprawne niż podłogowe).
Tynki stosowane przy ogrzewaniu ściennym muszą gwarantować dobrą przewodność cieplną, którą osiąga się przez wysoką gęstość tynku po wyschnięciu. Odpowiednie do ogrzewania ściennego są tynki zawierające jako środek wiążący: gips, gips/wapno, wapno, wapno/cement lub cement. Temperatura zasilania , przy tynkach zawierających gips, nie powinna przekraczać 45 oC. Dla zmniejszenia ryzyka rys i pęknięć wymagana jest siatka zbrojeniowa przy nakładaniu tynku. W przypadku tynków gipsowych stosuje się siatkę tekstylną o oczkach 7x7 mm nakładana metodą "na mokro", przy stosowaniu dwuwarstwowego tynku należy stosować siatkę o oczkach 4x4 mm. Przy ścianach dłuższych niż 10 m, z powodu termicznych zmian długości należy zaplanować dylatacje.
Sercem instalacji ogrzewania ściennego jest rozdzielacz, który stanowi centralę regulacyjną dla wszystkich pętli (pomieszczeń) ogrzewania ściennego na danej kondygnacji. Segment zasilający powinien być wyposażony w zawory termostatyczne umożliwiające zamontowanie siłowników termicznych bez konieczności opróżniania zładu. Termostaty pokojowe umieszcza się na ścianie nie ogrzewanej na wysokości 150 cm od podłogi. Umożliwiają o*ne utrzymywanie zaprogramowanej temperatury. Można ustalić stałą temperaturę przez 24 h każdego dnia lub różną temperaturę w dowolnych porach dla każdego dnia osobno poprzez tzw. regulator tygodniowy. Segment powrotny rozdzielacza, w celu regulacji hydraulicznej pętli, powinien być wyposażony w przepływomierz oraz zawór regulacyjny. Układ przepływomierz-zawór regulacyjny spełnia taką rolę, jak nastawa wstępna przy termostatycznym zaworze grzejnikowym. Rozdzielacze mogą być od dwóch do dwunastu sekcji (2-12 pętli rurociągów grzejnych). Mając do wyboru wykonanie ogrzewania ściennego i sufitowego w domku jednorodzinnym, zdecydowanie wybrałbym to drugie. Ma tylko nieznacznie gorszy rozkład temperatur w funkcji wysokości pomieszczenia w stosunku do ogrzewania podłogowego. Ogrzewa tylko przegrody wewnętrzne. Nie wymaga ponoszenia dodatkowych nakładów na termoizolację przegród zewnętrznych. Nie generuje dodatkowych strat do otoczenia na skutek wzrostu różnicy temperatur pomiędzy przegrodą zewnętrzną i otoczeniem, a co najważniejsze daje największą swobodę aranżacji wnętrz z zachowaniem wszystkich zalet ogrzewania płaszczyznowego.

niedziela, 18 czerwca 2017

większość

Dlaczego zawory grzybkowe nie poddają się zgubnej pogoni chciwych klientów za najniższą ceną?Bo ich korpus jest żeliwnym odlewem, a tego po prostu nie da się zrobić oszczędnie (cieńsze ścianki to więcej "braków" w trakcie produkcji), więc siłą rzeczy ma swoją wytrzymałość. tylko przecież każda armatura ma swoje "PN" - czy to kulowa, czy grzybkowa czy jakaś inna. Jest projektowana, badana i produkowana tak, żeby spełniać normy. Większość armatury kulowej to produkcja chińska. Ze wszystkim, co z tego wynika, niestety. A klienci jak to klienci, patrzą na cenę oraz na wygląd. Zawory grzybkowe niestety specjalnie urodziwe nie są, poza tym źle się kojarzą z hydraulika archaiczną. No i niestety, też bywają zawodne, po latach pakunki się wycierają, grzybki nie trzymają... Rzecz tylko w tym, że uszkodzony zawór grzybkowy to co najwyżej kapiąca z niego woda przy kręceniu bądź niemożność szczelnego zamknięcia, a nie powódź na cały dom. No i naprawa zaworu grzybkowego to prosta wymiana głowicy, do zrobienia w "5 minut", a nie zagwozdka jak zdemontować zawór kulowy wstawiony bez żadnego śrubunku w gotową instalację Czyżby nie spełniała??A to znowu zupełnie inna tematyka - które zawory są bardziej idiotoodporne. I tu się zgadzam do pewnego stopnia. Panowie! Nie zwalajcie wszystkiego na zawory kulowe. Tak jak ze wszystkim - nie należy kupować najtańszych, podobnie jest z oponami, kamerowanie instalacji wentylacji bateriami elektrycznymi, samolotami i rakietami. Ale jest jakiś powód, dla którego jego sąsiadów zawory seryjnie pękają i rozsądniej byłoby usunąć tego przyczynę, a nie zakłdać po kolei coraz mocniejszą armaturę. Ja twierdzę, że jest bardziej prawdopodobne, że winna jest sieć, a nie seria wadliwych zaworów, które wykaupili wszyscy w okolicy. W tej chwili działają one jak zawory bezpieczeństwa. Jak je wzmocnią, to rąbnie gdzie indziej. Znowu wszystkiemu winni Chińczycy. Egzekwowanie norm kończy się na firmie, która wprowadza towar do obrotu, czyli na jakiejś polskiej spółce zoo, która to importuje. A produkować to mogą nawet w Papui Nowej Gwinei. Inną sprawą jest niemożliwość w praktyce udowodnienia przyczyny pęknięcia. A poza tym wpis Jarka nie wyjaśnia, dlaczego klienci, godząc się z większym wydatkiem (bo rozumiem, że grzybkowe nie mogą być tanie), nie kupią drogich, grubych i mocnych kulowych.

zawór

Masz pewnie zawór antyskażeniowy U mnie po montażu tego zaworu przez wodociągi inastalacja pracuje z jakimiś "wstrząsami" Coś stuka, puka. To może być przyczyna niszczenia zaworów odcinających. btwcałej okolicy wywala zawory, to ja bym faktycznie podejrzewał instalację.Ta odchudzona do granic możliwości ścianka to w zasadzie wina kupujących. Kiedyś te zawory były znacznie masywniejsze. Niestety pogoń za niższą ceną tak się właśnie kończy. Większość klientów kieruje się głównie ceną a przy zaworze kulowym nie ma za bardzo pola manewru więc oszczędza się na materiale. Zgadzam się z tobą, że w miejscach narażonych na uszkodzenia mechaniczne znacznie dłużej wytrzymają tradycyjne zawory grzybkowe. Po opisie katastrof sądzę, że ciśnienie musi być wysokie, a dodatkowo pewnie raz na rok idzie w rurach tzw. uderzenie hydrauliczne. Powodów może być wiele. Zepsuty zawór zwrotny w stacji pomp, zbyt gwałtowne wyłączenie pomp i inne tego typu. Woda jest nieściśliwa, więc takie łupnięcie może sobie wędrować daleko bez większych strat i rozwala wszystko po drodze.Jest prostsza metoda - dać zawór grzybkowy, mosiężny albo nawet ocynkowany. Jak rozmroziło mi na budowie zawór kulowy, to oglądnąłem jego konstrukcję. Wniosek był oczywisty: nie ma sensu snuć teorii spiskowych o uderzeniach hydraulicznych itp. Każde urządzenie powinno być obliczone na takie przeciążenia, a na stacjach hydroforowych jest z reguły kilka stopni zabezpieczeń - chociażby tylko po to, żeby nie płacić odszkodowań za firmy ubezpieczeniowe, które tylko czyhają na taką okazję. Rzeczony zawór kulowy po bliższym oglądzie trafił w koszu i został zastąpiony typowym zaworem grzybkowym. Trafił się kolejny przypadek awarii, ale tym razem zawór grzybkowy przeżył, a diabli wzięli następny kulowy. Od tej pory wystrzegam się tego "szajsu". Wystarczy spojrzeć na jego odchudzoną do granic absurdu konstrukcję, żeby stwierdzić, w którym miejscu pęknie (i jest to tylko kwestia czasu). Ja mam wpuszczoną rurę od wody do garażu i tam będzie wodomierz. Chcę mieć to na widoku. Zawór nie strzeli od razu wiec w razie czego jest czas na naprawę. W domu w którym mieszkam wodomierz jest w piwnicy i są zawory kulowe chyba ze 20 lat i nigdy nie było awarii.

niezawodnie

Panowie z wodociągów, którzy wymieniali mi zawór musieli zakręcić wodę w takim miejscu, że wody nie było w kilku wsiach oddalonych nawet o 10 km... W dodatku trzeba było odkręcić hydrant w zagłębieniu terenu, żeby spuścić z wodociągu wodę... Oczywiście są zasuwy, które pozwoliłyby na odcięcie tylko kawałka ulicy... Ale skoro ich nie użyli, to pewnie są w takim samym stanie jak ta moja indywidualna. W dodatku podobno 90% zasuw w terenie nie działa, tzn. ma to samo, co moja.Temat stary, ale dorzucę moje doświadczenia. W 2008 wybudowaliśmy dom, przyłącze jest w studzience, bo kupując działkę wybraliśmy uzbrojoną -czyli woda + prąd. Do 2014r mieliśmy już 4 (CZTERY) awarie zaworów w studzience wodomierzowej (po prostu pękają) i tylko jedna awaria była zimą. Pierwsza awaria - pękł zawór przed wodomierzem, pokrywa od studzienki była przykręcona tak jak powinna być, pod nią jest styropian, nazbierało się wody tyle, że WYRWAŁO całą studzienkę z ziemi i zdewastowało pół trawnika przed domem, woda się lała przez kilka godzin, wypłukało dziurę jak po bombie (nie było nikogo w domu, a sąsiedzi daleko mieszkają, przyjechały wodociągi, wykonali naprawę na swój koszt, inspekcja kanalizacji kamerą powiedzieli, że były montowane góxxxne zawory to wymienili od razu obydwa. Studzienkę sam porządnie zamontowałem, doprowadziłem ogród do porządku i... nacieszyłem się tym około roku. Dokładnie taka sama awaria, tym razem pękł zawór ZA wodomierzem i znów wyrwało studzienkę z ziemi, przyjechali wymienili zawór -nic nie płaciłem bo od poprzedniej naprawy minęło około 10 miesięcy i zrobiłem im aferę, że zażądam zwrotu kosztu doprowadzenia posesji do stanu sprzed awarii -zniszczony trawnik, klomby itp. Tym razem po doprowadzeniu wszystkiego do porządku NIE przykręcałem pokrywy od studzienki i dobrze bo po ok. 1,5 roku znów pęknięty zawór i znów wymiana w ramach reklamacji znów nie płaciłem z monterami się już znamy -jesteśmy na "ty", żeby było śmieszniej dzisiaj znów mi rozwaliło zawór na szczęście/nieszczęście za wodomierzem czyli mogłem odciąć wodę i teraz się zastanawiam jakie tam zawory zamontować może jakieś plastikowe, albo zasuwy? Dwie ostatnie naprawy mówili, że montują jakieś porządne zawory, które mają chyba 5 czy 10 lat gwarancji producenta i co? taki sam szajs jak zawory za 5zł z marketu. Za każdym razem naprawę wykonuje ekipa wodociągów, więc jest zrobiona zgodnie ze sztuką, już nawet sam sprawdzałem czy przypadkiem nie ma tam za dużych naprężeń itp. i wszystko jest ok, po prostu u nas coś jest z instalacją ... na sąsiednich posesjach też pękają i się śmiejemy, że trzeba z tym żyć. Wymienili stary zawór na niezawodny zwykły ŻELIWNY GRZYBKOWY ZAWÓR chyba z mosiężną głowicą, a nie jakiś kulowy szajs. Nie neguję sensowności stosowania kulowych zaworów, mają wiele zalet. Ale na litość Boską, nie najtańsze co się napatoczy w markecie i nie wszędzie, gdzie się da. Oczywiście po naciskach rozkopano też teren i wymieniono starą zasuwę na nową. Z resztą to było konieczne, bo woda ledwo się z niej sączyła. Także jako główny zawór polecam wyłącznie tradycyjny, bo w zasadzie nie da się go zepsuć. A jak cieknie, to się wymienia uszczelkę/głowicę i po sprawie. Oczywiście kulowe mogą pękać z powodu naprężeń, bo są dość delikatne (bardzo cienkie ścianki), ale tych się nie da uniknąć. Oprócz tego wymieniłem juz 2 kulowe zaworki od baterii - to samo - pęknięte... I teraz proszę sobie wyobrazić co się dzieje w takiej sytuacji (uszkodzenia głównego zaworu) zakładając, że zasuwa nie działa? Powódź w domu... W studzience jednak bezpieczniej. Ewentualnie warto sobie zrobić swoją indywidualną zasuwę zamiast studzienki. Tylko nie najtańszą. Zawsze to prawdopodobieństwo, że nie zadziała jest mniejsze

instalator

Jak jest w studzience po za posesja to moga sobie go odczytac kiedy chca nawet jak Cie nie ma w domu. Jak masz w domu, to zeby Ci go odczytali musisz byc w domu. U mnie zaklad wodociagowy jest na tyle cywilizowany ze jak zadzownie do nich, to przyjma podany w ten sposob stan licznika i wysla fakture. Budowa studzienki to koszty. Jak teren jest bardzo mokry koszty moga byc solidne.Ale podawanie stanu licznika przez telefon, to obecnie chyba standard. Mojego licznika (w domu jest) w każdym razie żaden inkasent jeszcze nie oglądał od czasów jego odebrania przez Wodociągi.A ja mialem miec licznik w domu i zrezygnowalem, zrobilem sobie wlasnie w studzience, fak ze to dodatkowy koszt 550zl ale jest ocieplona z szczelna klapa i nic tam sie nie nakurzy na liczni, zawory odcinajace tez sa tam w razie awarji zaworu czy licznika nie zaleje domu tylko wywali wode na dworze.Nie uwazam ten zawor na szczegulnie narazony ale pomysl sam, jak mi walnie wezyk lub jakis zaworek na instalacji to zakrecasz glowny tak, a jak ci walnie glowny zawor np w zimie i wode z rurociagu masz doprowadzona pezposrednio do domu, to ci zaleje dom i nie bedziesz mial gdzie zakrecic tej wody, chyba ze po drodze rurociogu masz zasuwe prywatna to tez dodatkowy koszt, tez mi proponowal zasowe instalator, ale dolozylem kasy kupilem studzienke kompletna z zaworami, dwa odcinajace i antyskazeniowy, instalator ma tyko zalozyc licznik, do domu ze studzienki wchodzi rura 32 i tez jest trzeci zawor odcinajacy 3\4 w piwnicy, reduktor cisnienia z filtrem honeywell i dalej instalacja domowa. Licznik w domu to licznik w domu. Bezpieczny, łatwy do sprawdzenia. A licznik w studzience to rozwiązanie po pierwsze droższe o koszt studzienki, po drugie uciążliwe w eksploatacji - studzienka bywa zalana, bywa w niej ciemno, licznik bywa, że jest brudny i nie widać na nim cyferek. Oczywiście, można wziąć latarkę, lepsze okulary, do licznika można sięgnąć mopem na kiju i go przetrzeć. Ktoś na forum kiedyś pisał, że "to proste", on bierze aparat fotograficzny i robi licznikowi zdjęcie, dzięki zoomowi i lampie błyskowej wszystko potem widzi. I super. Ale nie prościej mieć po prostu licznik w domu, jeśli tylko jest taka możliwość? nowe fakty w sprawie - jeśli chcę mieć wodomierz w domu muszę puścić inst od studzienki wokół całego domu (w ogrodzie) bo jeśli chciałbym "na skróty" to rura by szła pod betonowym dojściem do domu i podjazdem garażu a takich instalacji podobno wodociągi nie lubią (trudny dostęp w razie awarii) - spotkaliście się z czymś takim ? Otóż jakieś 10 lat temu był w mojej wsi robiony wodociąg. Oczywiście był przetarg, i jak to w Polsce - wybrano najtańszą ofertę. I ta najtańsza oferta oczywiście odbiła się na jakości wykonania. A dokładniej zaworów, zasuw itd. no bo rura to rura, wielkiego wyboru nie ma. Właśnie zaczyna to wyłazić. Już 2 domy w niedalekim sąsiedztwie miały wypełnione wodą suteryny pod nieobecność domowników. Dały o sobie znać główne zawory (ten pierwszy zaraz przy wejściu rury do domu). Po prostu pękły. To samo było u mnie. Z tym, że w porę to zauważyłem. Po prostu, pewnego razu podczas zakręcania wody z powodu manipulacji w instalacji zauważyłem, że gdy dźwignia była w pośredniej pozycji pomiędzy zakręconym a odkręconym gdzieś w połowie zaworu lała się ze szczeliny woda i to bardzo mocno! Po prostu zawór był pęknięty. Ale to nie wszystko. Żeby wymienić ten zawór trzeba zakręcić zasuwę wodociągową na głównej nitce. Oczywiście zasuwa niby dała się zakręcić, ale tak na prawdę to zakręciła się tylko częściowo. A potem się nie dało jej odkręcić z powrotem.